sobota, 6 maja 2017

"Polskie morderczynie" Katarzyna Bonda

Witajcie


Okładka: MUZA S.A.
Pierwszy raz o książce Katarzyny Bondy usłyszałam na zajęciach ze współczesnych systemów resocjalizacji. Nie pamiętam już w jakim kontekście prowadząca o niej wspomniała, jednak pod koniec tych samych zajęć byłam szczęśliwą posiadaczką ebooka. Reportaż pochłonął mnie do tego stopnia, że zapragnęłam własnego papierowego egzemplarza. Na szczęście, nie musiałam zbytnio kombinować i szukać go w księgarniach, gdyż z pomocą przyszła mi któryś już raz Biedronka, a dokładniej jej promocja na książki w formacie kieszonkowym. Muszę Wam powiedzieć, że ku mojemu wielkiemu zdziwieniu „Polskie morderczynie” czytało mi się przyjemniej w formacie pdf niż w tradycyjnym – w którym nie odpowiadało mi wydanie. Nie jestem zwolenniczką zestawienia ekologicznego papieru i czcionki użytej w tym wydruku. Osobno żadne z nich nie sprawia mi problemu, jednak wspólnie bardzo męczą mój wzrok. Jednakże, nie uważam tego za ogromny mankament z dwóch powodów: po pierwsze, każdy ma własne preferencje wizualne, a po drugie najważniejsza jest treść, która w obu wersjach jest taka sama. Tyle tytułem przydługiego wstępu, teraz postaram się przybliżyć Wam nieco samą książkę.
Na nowe wydanie „Polskich morderczyń” składa się 14 historii. Każda z nich opatrzona jest aktami sprawy, wywiadami oraz aktualizacjami dalszych losów więźniarek (do roku 2012). Czytając wywiady z przestępczyniami, a następnie konfrontując je z opisami morderstw można dojść do wniosku, że mamy do czynienia z dwiema zupełnie różnymi osobami. Dysonans ten wynika z konstrukcji książki. Autorka rozplanowała ją w taki sposób, aby czytelnik najpierw poznał osadzoną, by dostrzegł w niej człowieka a dopiero później zaznajomił się z jej kryminalną przeszłością. Sama Bonda w żaden sposób nie ocenia swoich rozmówczyń, jedynie zgodnie ze sztuką dziennikarską relacjonuje fakty. Jest profesjonalna i do bólu skrupulatna, nie oszczędza czytelnikowi szczegółów związanych ze zbrodniami jakich dopuściły się skazane.
Życie większości bohaterek przed popełnieniem morderstwa zdaje się być zdecydowanie gorsze niż to które wiodą w więzieniu. Trzeba bowiem podkreślić, że tylko mały procent z nich złamał artykuł 148 KK1 bez wyraźnego powodu, inne natomiast przez wiele lat żyły w koszmarze bite i gwałcone. Można by powiedzieć, że żadna okoliczność2 nie uprawnia do odebrania życia drugiemu człowiekowi, ale gdy pomyślę o kobietach, które mężowie zaciągają do piwnicy by je tam bezkarnie gwałcić czy torturować, jestem w stanie w pewnym sensie zrozumieć ich motywy i z całego serca im współczuć. Nie chcę i nie będę wprowadzać tutaj nadmiernej filozofii ani streszczać Wam tych skądinąd smutnych ale prawdziwych historii. Mam nadzieję, że udało mi się wzbudzić w Was na tyle emocji byście sięgnęli po tę pozycję.
Ostatnia cześć książki to wywiady, które autorka przeprowadziła z ekspertami z różnych dziedzin. Wszystkie one dotyczą agresji kobiet oraz ich życia w więzieniu. Uważam, że to zdecydowanie najsłabszy fragment publikacji w którym na uwagę zasługuje jedynie rozmowa z kierowniczką zakładu karnego dla kobiet w Lublińcu, jest ona merytoryczna i zwyczajnie ciekawa.
Podsumowując, reportaż Katarzyny Bondy to bardzo dobra książka. Spisana jest w sposób rzetelny i nieuwłaczający jej bohaterkom, co ja osobiście bardzo cenię w literaturze faktu. Autorka w doskonały sposób ukazała jak cienka może być granica, którą należy przekroczyć by dokonać zbrodni. Jedynym mankamentem są wcześniej wspomniane wywiady z ekspertami, które moim zdaniem niewiele wnoszą, a miejscami bywają nawet seksistowskie. Zdaję sobie sprawę, iż nie jest to książka dla każdego, ale jeśli choć trochę Was nią zaciekawiłam, sięgnijcie po tę pozycję, naprawdę warto.

8/10

2 Wykluczając obronę konieczną art. 25 KK