poniedziałek, 13 marca 2017

"Dziewczyna z pociągu" Paula Hawkins

Witajcie


Okładka: Świat Książki 
Po dwóch innych postach wracam do Was z pierwszą w tym roku recenzją. Wiem, że nie jest to zawrotne tempo biorąc pod uwagę, iż mamy już marzec, jednak nie miałam ostatnio czasu ani zbytniej ochoty na czytanie. Niemniej jednak nawyk zwyciężył i powstała ta oto recenzja.
„Dziewczyna z pociągu” nie była dla mnie priorytetem czytelniczym. Oczywiście o niej słyszałam, jednak nie odczuwałam szczególnej potrzeby zapoznania się z nią. Znalazła się w moich rękach za sprawą współlokatorki, która chciała obejrzeć ze mną ekranizację, jednak zastrzegła, że najpierw muszę przeczytać książkę.
Czytałam ją niemiłosiernie długo, na pewno ponad miesiąc. Nie wiem do końca, czym to było spowodowane, może nawałem innych spraw, może sesją, a może po prostu tym iż nie byłam do niej przekonana.
Książka Pauli Hawkins opowiedziana jest z perspektywy trzech kobiet pozornie powiązanych ze sobą jedynie miejscem zamieszkania- małym miasteczkiem położonym z dala od londyńskiego zgiełku. W trakcie trwania powieści na jaw wychodzi znacznie więcej intrygujących koligacji.
Akcja utworu jest nieliniowa i przerywana licznymi retrospekcjami. Główne wątki osadzone są jednak w latach 2012-2013.
Przez znaczną część opowieści towarzyszy nam Rachel – kobieta uzależniona od alkoholu, której życie praktycznie legło w gruzach. Czemu o tym wspominam? Ponieważ fakt jej choroby oraz sytuacja życiowa mają istotny wpływ na rozwój historii a także pozostawiają otwartą furtkę naszym przypuszczeniom: "co by było gdyby?”, a jest nad czym gdybać. Historia układa się w taki sposób, że każda nawet niewielka ingerencja mogłaby doprowadzić do innego, a nawet kilku innych zakończeń (zdaję sobie sprawę, że dla niektórych są to tylko pobożne życzenia). Mimo iż autorka największą moc sprawczą przypisuje Rachel, także Anna i Megan mogły stać się przyczynkiem zmiany finału. By nie zdradzić więcej (a jestem już na dobrej drodze by napisać o jedno ISTOTNE zdanie za dużo) przejdę do mojej subiektywnej oceny książki.
Przed napisaniem tej recenzji zapatrywałam się na tę pozycję nieprzychylnie, zwyczajnie mi się nie podobała. Jednak po jej ponownym przejrzeniu dostrzegłam kilka elementów, które umknęły mi wcześniej. Na początku ilość faktów zwłaszcza z przeszłości kobiet wydawała mi się zbyt duża i miejscami niepowiązana. Później jednak zrozumiałam ich rolę i z każdą kolejną stroną układanka stawała się coraz bardziej kompletna,choć nadal uważam, że niektóre z wątków nie wniosły do fabuły niczego odkrywczego i istotnego. Mimo iż zakończenie można było przewidzieć na długo przed finałem to nie było ono oklepane, przynajmniej ja nie spotkałam się wcześniej z podobnym.
„Dziewczyna z pociągu” jest dla mnie książką przeciętną. Zamysł był dobry, może nie oryginalny ale z pewnym potencjałem. Szkoda tylko, że autorka go nie wykorzystała. Tak jak napisałam wcześniej historia pozwalała na wiele więcej niż poprowadzenie czytelnika za rączkę po dokładnie wytyczonej trasie. Podsumowując, w moim mniemaniu książka nie zasługuję na notę wyższą niż 5. Zbyt wiele tu zmarnotrawionego potencjału i średnich rozwiązań. Czy ją Wam polecam? Cóż, jeśli chce się być na bieżąco z bestsellerami to wypada tę książkę przeczytać. Jeśli nie, można się bez niej spokojnie obejść.



 5/10